by lobzovka | 12:11 pm
Co kilka dni sialiśmy z dziećmi ziarenka. Ostatnie we wtorek przed Wielkanocą. W niedzielę, niedługo po śniadaniu przekonaliśmy się o co chodziło z tym obumarłym ziarnem.Na białej kartce układaliśmy obok siebie pszenicę w różnych fazach wzrostu, począwszy od ziarenka skończywszy na najwyższym źdźble. Wniosek był taki- im twardsze ziarno (pełne) tym mniejszy pęd pszenicy i korzeń. Natomiast im bardziej puste ziarenko, „zniszczone” tym większa i ładniejsza roślinka.
W następnych dniach po tym doświadczeniu, natykałam się na Zosię pracującą samodzielnie z tym materiałem;). Wdzięczny widok. Wyciągała ziarenka i trawki różnej wielkości, układała obok siebie, sprawdzała twardość ziarenek i opowiadała sobie a muzom. Potem pszenicę na powrót…wtykała do ziemi, żeby mała co jeść(pszenica:)).
Chciałabym pociągnąć to nasze wielkanocne doświadczenie. To co nam tak pięknie wyrosło chciałabym przesadzić na zagonek. Może się przyjmie.(Czytelnik na co dzień obcujący z uprawą zbóż, ma chyba teraz niezły ubaw;)). A jeśli się przyjmie i dojrzeje nam choćby jeden kłos a w nim ziarna, no to wyjaśni nam się zagadka „obfitego plonu”.:) 
Swoją drogą wielka jest moc w takim ziarenku, w takiej małej roślince. Te byle-korzonki, które bez problemu można przeciąć paznokciem, przedarły się przez naszą papierową doniczkę i wrosły w…obrus. 

Comments

Agnieszka Jakiel

Wspaniale, gratulujemy:)

Kwi 25.2014 | 09:51 am

Matka

Świetny pomysł, logicznie i obrazowo. Pozwolę go sobie skraść 🙂

Kwi 26.2014 | 02:14 pm

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *